Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X

       Posłuchaj :

Dane kontaktowe:

Fundacja Radia Niepokalanów
ul. O.M. Kolbego 5
96-515 Teresin
woj. mazowieckie

KRS: 0000332816
NIP: 8371779826
REGON: 141929904

kontakt@fundacjarn.pl
« wstecz

» "Makulatura na misje" przynosi pierwsze owoce

piątek, 29 stycznia 2016

Burkina Faso to niewielkie państwo w Afryce Zachodniej, terytorialnie zbliżone do Polski, powstałe w 1960 r. Jego stolicą jest Wagadugu. Nazwa "Burkina Faso" oznacza "kraj prawych ludzi". To właśnie tam już niedługo powstanie studnia, w której budowę - poprzez akcję "Makulatura na misję" - włączyli się Przyjaciele Radia Niepokalanów. Środków jest już tyle, by budowę rozpocząć, ale ciągle potrzebujemy Państwa pomocy, by ją ukończyć.


Z o. Tomaszem Krętem, misjonarzem z Burkina Faso, rozmawiała Paulina Wysocka.


PW: Burkina Faso, mimo iż położone bardzo daleko, jest dla Słuchaczy i Przyjaciół Radia Niepokalanów bardzo bliskie. Tam właśnie na misję wybrał się bardzo lubiany na radiowej antenie o. Sylwester Pudło. Stamtąd też pochodził br. Michał Kosi Egah, który modlił się wraz ze Słuchaczami w czasie radiowego różańca, a który niedawno zginął w wypadku samochodowym.


TK: Chciałbym przekazać serdeczne pozdrowienia od o. Sylwestra , a także od br. Michała, który w dość tragiczny sposób zmienił miejsce misji. Czujemy, że wstawia się za nami i opiekuje.


PW: Ojciec jest franciszkaninem i misjonarzem. W jaki sposób odkrywał Ojciec powołanie do wyjazdu na misję? Czy można powiedzieć, że jest to powołanie w powołaniu?


TK: Często słyszy się takie stwierdzenie. Dla mnie było to odkrycie części powołania, do której każdy z nas jest wezwany. Pan Bóg daje nam różne charyzmaty. Wejście w miejsca zapomniane czy niechętnie odwiedzane -- jak Burkina Faso -- nadaje sensu temu, co robimy. Każdy z nas, jeśli otwiera się na Pana Boga, to znajdzie takie miejsce dla siebie. Ja w Burkina Faso znalazłem swój kącik.


PW: Po raz pierwszy o wyjeździe do Afryki pomyślał Ojciec mając zaledwie 11 lat...


TK. Tak... (śmiech). Rodzice wymienili telewizor na nowy. Zobaczyłem wtedy program pokazujący Afrykę. Wszystko wydało mi się takie kolorowe, a więc  może to siła reklamy (śmiech). To była pierwsza rzecz, która mnie pociągnęła do Afryki. Później w zakonie zgłębiałem wiedzę na temat Afryki i dostrzegłem, że to Chrystus przez takie proste znaki mnie pociąga.


PW: Jakim krajem jest Burkina Faso?


TK: W Internecie pewnie niewiele o nim znajdziecie, bo to nie jest miejsce atrakcyjne turystycznie. Nie ma też zasobów naturalnych. To co dawniej było, praktycznie zostało już wydobyte.  Jest to kraj dobrych ludzi, prawych ludzi...


PW: Tak po Polsku tłumaczymy nazwę Burkina Faso.


TK: Tak. Wiadomo, że samo miejsce to tylko miejsce. Dla mnie ważny jest duch miejsca, którego tworzą ludzie, którzy tam mieszkają. Odkrywam tam niesamowite rzeczy -- i w pracy pastoralnej i socjalnej. Widzę, jak Bóg dotyka nas i tych ludzi, obok których pracuję. Poznaję ludzi, katechistów, pracowników szpitala -- to jest dla mnie Burkina Faso.


PW: Powierzchnia Burkina Faso jest zbliżona do Polski, ale klimat już chyba nie?


TK: Przekazuję cieplutkie pozdrowienia z Burkina Faso (śmiech). Upały sierpniowe w Polsce dały się mocno we znaki. Dla nas to są zaledwie temperatury porankowe. Burkina Faso to kraj suchy i ciepły, ale da się wytrzymać.  Bardzo serdecznie zapraszam. To wszystko co dzieje się u nas, może stać się częścią życia także innych ludzi.


PW: Atrakcją turystyczną w Burkina Faso są krokodyle. Można je podobno pogłaskać...


TK: Można usiąść nawet, ale tylko na ogonie (śmiech). Rzeczywiście w miejscowości Sabou, w której pracuje o. Sylwester Pudło, jest jeziorko z dreszczów opadowych i tam żyje około stu krokodyli. Są one uważne za święte zwierzęta i otaczane szczególną opieką, ponieważ kiedyś jeden z nich uratował życie króla wioski. Można na nich usiąść, ale one tego nie czują -- są bezdotykowe. Nie można i w ten sposób zrobić krzywdy.


PW: Jednym z problemów w Burkina Faso jest brak wody pitnej. Mieszkańcy muszą codziennie pokonywać wiele kilometrów, by móc zaczerpnąć wody z nielicznych studni, które stawiane są m.in. przez franciszkanów.


TK: Tak. Wybierając lokalizację dla studni staramy się, by jak najwięcej osób mogło z niej skorzystać. Ważne jest też to, na jak długo wystarczy w niej wody. To zależy od źródła. Nie można sobie wymyśleć, że w danym miejscu stawiamy studnię i już. Robione są specjalne pomiary, ściągane maszyny, które szukają wody, później robią odwierty. Później taka studnia służy około 1000 osobom. Nie raz jesteśmy świadkami, jak małe dzieci przychodzą do studni i zabierają ze sobą dwa baniaki 20-litrowe. Niektóre osoby noszą wodę w miskach, które trzymają na głowie albo wiozą je na specjalnym urządzeniu z jednym kołem. Najczęściej robią to właśnie dzieci lub kobiety. Mężczyźni tego nie robią.

 

PW: Słuchacze i Przyjaciele Radia Niepokalanów zaangażowali się w zbiórkę makulatury, aby w ten sposób przyczynić się do budowy studni w Burkina Faso. Czy wiadomo już gdzie dokładnie powstanie ta studnia?


TK: Rozpatrywane są trzy podania. Zanim przyjechałem do Polski, proboszcz - o. Giacomo -- wspominał mi o kilku miejscach. Decyzję podejmiemy w listopadzie. W tym momencie pada deszcz i nie da się wjechać z maszynami. Musimy poczekać na porę suchą.


PW: Ale budowa studni rozpocznie się jeszcze w tym roku?


TK: Tak.


PW: Bardzo się cieszymy.


TK: Bardzo serdecznie dziękujemy, także w imieniu mieszkańców Burkina Faso, którzy -- wyobraźcie sobie -- za kilogram makulatury, będą mogli napić się szklanki wody.


PW: Obliczono, że kilogram makulatury -- uwzględniając możliwości studni w Afryce - to 75 litrów wody.


TK: Obrazowo to jest tak, że dajemy komuś życie i nadzieję na to, że będzie mógł się cieszyć bliskimi. Może brzmi to górnolotnie, ale tak właśnie jest.


PW: Dla nas w Polsce makulatura to jest coś co wyrzucimy, jeśli nie przekażemy jej np. na budowę studni, do czego w dalszym ciągu zachęcamy.


TK: Zachęcamy z całego serca.


PW: Czym zajmują się ludzie w Burkina Faso?


TK: Większość mieszkańców rejonu, w którym żyjemy, to rolnicy. Drobni, można powiedzieć „motyczkowi", posiadający osiołka i niewielki pług. Rolnictwo w Burkina Faso nie jest zmechanizowane. Ludzie pracują na polu sezonowo, w zależności od pory deszczowej, która uniemożliwia wejście na rolę. Przez 4 miesiące muszą wypracować tyle, by zadbać o siebie i rodzinę, i może jeszcze coś sprzedać, aby nazbierać środków na szkołę czy inne rzeczy. W Burkina Faso ludzie mają też niewielkie ogródeczki przyjeziorowe, gdzie starają się uprawiać warzywa. Ci bardziej zaradni starają się tak wyżywić rodzinę. Dużo osób wyjeżdża do Wybrzeża Kości Słoniowej do pracy na plantacjach. Z zarobionych środków również pomagają swoim rodzinom. W większych miastach, takich jak stolica, są też inne miejsca pracy, np. sklepy. Natomiast przemysł ciężki praktycznie nie istnieje. Nie ma tam dzielnic przemysłowych, które możemy zobaczyć u nas czy w innych krajach Europy.


PW: Powiedział Ojciec, że mieszkańcy zbierają pieniądze na szkołę. Czy to oznacza, że szkoła w Burkina Faso jest płatna?


TK: Podstawówka teoretycznie nie jest płatna. Ale wiadomo, że trzeba kupić to piórnik, to kredki, to ołówek. Dlatego, pomimo iż szkoła podstawowa jest obowiązkowa, rodzice niechętnie posyłają tam dzieci. Na pewno nie wszystkie dzieci chodzą do podstawówki. Natomiast gimnazjum, szkoła średnia i studia są już odpłatne. W zależności o szkoły i miejsca czesne waha się od 100 do nawet 500 euro.


PW: Mówiliśmy już o braku wody pitnej, o tym, że Burkina Faso to państwo, które ma największy wskaźnik analfabetyzmu na świecie. Jakie są inne obszary, w których potrzebna jest pomoc?


TK: Pewnego razu poproszono nas o to, żeby pomóc ludziom godnie chorować i towarzyszyć im w chorobie. Ta idea była piękna. Jest piękna. Dzięki wsparciu różnych instytucji zbudowaliśmy szpital. Ewolucja tego miejsca jest niesamowicie szybka, bo z takiego małego ambulatorium wyrósł nam już całkiem spory szpital. Projekt całości jest dość ambitny, ponieważ placówka ta ma stać się szpitalem referencyjnym dla obszaru, na którym zamieszkuje ok. 108 tyś. Ludzi, którymi trzeba umiejętnie zająć. Mamy sporo oddziałów. Pomoc dzieciom, medycyna ogólna, chorych na AIDS, na gruźlicę, choroby zakaźne, ambulatorium. Nasz szpital stał się już placówką dość znaczącą. Oczywiście współpracujemy z państwem. Jest to jedna z placówek, która jest włączona w system zdrowotny Burkina Faso. Cieszy się dość dobrą opinią. Myślę, że będziemy dalej trzymać fason. W szpitalu oczywiście potrzebni są lekarze i wolontariusze.

Kolejną działalnością, w którą się jest parafia. Modlitwa „Ojcze nasz" zainspirowała nas do tego, by nasza posługa obejmowała człowieka w całości: jego intelekt, zdrowie, ciało i duszę. I właśnie w takich czterech nurtach poszliśmy. Żyjemy w państwie wielokulturowym, wieloetnicznym, wielowyznaniowym. Jako katolicy jesteśmy mniejszością i to jest wymagające. Zobowiązuje nas to przede wszystkim do dawania autentycznego świadectwa życia. Musimy sami wzrastać w wierze i w przyjaźni z Panem Bogiem. Pokazywać innym, że ufając Bogu, ufając Chrystusowi, można poczuć się szczęśliwym i być szczęśliwym w życiu, mieć pokój w sercu.  A nie jest to łatwe. W Burkina Faso chrześcijaństwo istnieje od 120 lat. Mieszkańcy są więc dość mocno zakorzenieni w kulturze rdzennych religii animistycznych. Nawet chrześcijanie mają wielkie pokusy, aby dać coś Panu Bogu, ale na wszelki wypadek ofiarować też coś starym bogom...


PW: Aby ich nie rozgniewać, gdyby jednak istnieli?


TK: Dokładnie. Różnymi przykładami z naszego życia staramy się pokazywać ludziom, że Pan Bóg kierując do nas swoje Słowo, nie rzuca go na wiatr. Rzeczywiście się nami opiekuje. Sporo problemów mieliśmy np. z szefem wioski Sabou, który był wyznawcą religii tradycyjnej. Przymuszał wszystkich mieszkańców, także katolików, do składania ofiar bóstwom, aby w okolicy było mniej wypadków. Mieszkamy bowiem przy krajowej jedynce, która jest dość mocno uczęszczana, a więc jest też dość dużo wypadków. Wioska raz do roku składała więc ofiary, aby przebłagać bogów, by pomogli unikać tych wypadków. Katolicy, którzy nie chcieli w tym uczestniczyć, byli oskarżani o to, że chcą, aby wypadki ciągle były. Ludzie ci cierpieli duchowo. Z jednej strony nie chcieli uchodzić za tych, którzy innym życzą źle, z drugiej strony nie chcieli się sprzeniewierzyć temu, co przyrzekali Jezusowi. Rocznie mamy ok. 700 chrztów osób dorosłych, a więc osoby te są świadome przeżywanego sakramentu i nie chcą go zaprzepaścić. Mieszkańcy z proboszczem wpadli więc na pomysł, że raz do roku sprawowana będzie Mszą święta, na której odbędzie się zbiórka pieniędzy.  Ofiary te rozdzielane są na intencje i kilka razy w ciągu roku sprawowana jest Msza święta w intencji ofiar wypadków i o bezpieczeństwo na drodze. To jest właśnie ofiara tych ludzi. Są z tego powodu bardzo szczęśliwi, bo widzą, że z Panem Bogiem i we wspólnocie można dużo więcej zrobić.


PW: Jak wygląda głoszenie Ewangelii  z Burkina Faso? Czy to jest najpierw głoszenie Słowa, czy raczej pozyskiwanie ludzi przykładem życia?


TK: Opowiem historię przyziemną. Nasi misjonarze jako pierwsi kupili samochody. Nawet jak na polskie warunki są to samochody dobre i masywne, np. Toyota Hilux z napędem na cztery koła. To wygląda na dla ludzi dość bogato, co może na pierwszy rzut oka kłócić się z charyzmatem franciszkańskim. Natomiast my korzystamy z tych samochodów pomagając innym, zawożąc im różne produkty. Więc ludzie widząc, że umiemy się dzielić i chcemy się dzielić, patrzą na nas inaczej. Nie jesteśmy już białymi, ale staliśmy się braćmi. To jest fenomenalne.


PW: Jak duża jest parafia, na której posługują franciszkanie?


TK: Nasze miejsce posługi, to nie jest tylko typowa parafia. Oprócz miejsca, w którym -- tak jak w Polsce -- pracują ojcowie, mamy 12 kaplic dojazdowych. Najdalsza oddalona jest o 70 km i leży na Sawannie. W każdej wiosce mieszkańcy chcą mieć swoje miejsce modlitwy. Jest więc co robić. Na parafii jest 2 kapłanów: o. Sylwester  i o. Giaccomo. Ja pracuję w centrum medycznym. Zapraszamy wszystkim. To fantastyczne miejsce. Jest ciepło.


PW: Jeśli ktoś zdecyduje się wybrać do Burkina Faso, to ojciec znajdzie jakieś miejsce do spania?


TK: Tak, mamy to już wypraktykowane. Chętnie przyjmiemy wolontariuszy, lekarzy czy inne osoby: nauczycieli angielskiego albo innych przedmiotów. Dla każdego znajdzie się coś do roboty.


PW: Językiem dominującym w Burkina Faso jest francuski. Jakich innych języków uczą się mieszkańcy?


TK: Tak, jest to kraj francuskojęzyczny. Natomiast w szkole uczą się języka niemieckiego, angielskiego, słyszałem też o hiszpańskim.


PW: Czy gdyby jakiś nauczyciel chciał pomóc w ten sposób, może przyjechać np. na wakacje?


TK: Oczywiście. Można przyjechać. Chętnie przyjmiemy każdego.


PW: Dziękuję za rozmowę.


Przypominamy, że można także pomóc mieszkańcom Burkina Faso dołączając do akcji Fundacji Radia Niepokalanów „Makulatura na misje. Zbudujmy studnię w Burkina Faso". Aby to zrobić, wystarczy zacząć zbierać makulaturę. Jest nią wszystko co składa się z papieru -- gazety, książki, zapisane i zadrukowane kartki, pudełka po herbacie czy płatkach śniadaniowych, ulotki, gazetki reklamowe... Zamiast wrzucać do kosza, możesz zamienić je w wodę. 1 kg makulatury to 75 litrów wody! Makulaturę można wrzucić do specjalnego kontenera, który znajduje się w Łodzi (Dąbrowa), przy kościele św. Maksymiliana Kolbego.